0
24 marca 2020

Rok 2019 – podsumowanie i wnioski

Już myślałam, że do Was nie wrócę. Rok 2019 był dla mnie bardzo intensywny i wymusił zmianę priorytetów. Wydawało się, że nowy będzie spokojniejszy, a tymczasem zaskoczył mnie nowymi wyzwaniami. I pewnie biegałabym teraz starając się im podołać, gdyby nie… no właśnie… Przymusowe siedzenie w domu i czas na przemyślenia. 

W tym wpisie podzielę się z Tobą moimi wnioskami i radami opartymi na ubiegłorocznych doświadczeniach. Generalnie mogę być z siebie dumna, bo DAŁAM RADĘ! Choć czasami padałam na przysłowiowy pysk. A wcale tak nie musiało być! Napiszę, gdzie popełniłam błędy i podpowiem, jak ich uniknąć. Pewnie nie byłoby aż tak ciężko, gdyby intensywne zaangażowanie dotyczyło jednego obszaru, ale zdarzyła się kumulacja. 

Teraz wszyscy jesteśmy uziemieni, wszystko zwolniło a nawet się zatrzymało, ale za chwilę ruszy. Rzucimy się w wir codzienności i będziemy chcieli nadrobić zaległości na różnych polach. Byle z rozwagą. 

Dlaczego się nie odzywałam? Jak napisałam, 2019 rok, a szczególnie druga połowa, to był niezwykle intensywny czas. Jestem osobą dość szybką i lubię ciągły ruch. Męczy mnie stagnacja i spowolnienie. Kiedy przeniosłam się do Warszawy, znalazłam tu moje tempo życia. Choć większość ludzi narzeka, że tutaj za dużo jest pośpiechu. Mnie to nigdy nie przeszkadzało. Ale okazuje się, że i ja mam ograniczenia prędkości 😉 

Bardzo mi brakowało bloga i kontaktu z Wami. To jedna z tych przyjemności, z których musiałam zrezygnować. Upłynęło aż osiem miesięcy od ostatniego wpisu! Z czego jeszcze zrezygnowałam? Praktycznie z wszystkich rozrywek, spotkań, wyjść. Starałam się tylko – w miarę możliwości – nie odpuszczać fitnessu i zdrowo jeść. 

Co takiego się wydarzyło? 

I. Zawodowo

W firmie, w której od 10 lat pracuję, podjęłam się zastępstwa Managera Działu Personalnego na czas około rocznej nieobecności. To już po raz drugi, więc wydawało mi się, że nic mnie nie zaskoczy. No i popełniłam kilka błędów, których skutki odczułam boleśnie. Dodatkowo zdecydowałam się na udział w nowym projekcie wdrażanym przez firmę w Niemczech. Z racji mojego wykształcenia i doświadczenia w rekrutacji było to dla mnie bardzo interesujące wyzwanie, wiązało się jednak z dużą ilością pracy i to pod presją czasu. 

  1. Założyłam, że wiem, na co się decyduję. Nie wiedziałam… Okazało się, że był to okres bardzo dynamicznych zmian i zwrotów akcji. Przyszło mi się zmierzyć nie tylko z nową pozycją, współpracą z trudnymi partnerami, problemami z komunikacją, uciążliwymi skutkami wcześniej podjętych decyzji ale również kryzysami w zespole. Miałam też ograniczony dostęp do informacji i możliwości decyzyjne. Tego się zupełnie nie spodziewałam.
  2. Niedoszacowałam ilości pracy. Na początku, kiedy sytuacja była ustabilizowana, wdrożyłam kilka usprawnień i zmian organizacyjnych. Planowałam dalsze. Niestety bardzo szybko pojawiły się nowe okoliczności: otwarcie nowej spółki z 250 pracownikami, wypowiedzenie jednej osoby z naszego zespołu, zapowiedź odejścia dwóch kolejnych. To znacząco zmieniło sytuację i spowodowało ogromne zwiększenie obciążenia pracą.
  3. Nie postawiłam żadnych warunków, np. zwiększenia zespołu, zapewnienia dodatkowego wsparcia czy zasobów finansowych dla działu na czas większego natłoku pracy. Kiedy przyszły momenty kryzysowe trudno było zyskać zrozumienie i pomoc.
  4. Nie zażądałam podwyżki na ten czas. To znaczy zgodziłam się na zastępstwo bez żadnego dodatkowego wynagrodzenia. Błędnie wnioskując na podstawie poprzednich doświadczeń założyłam, że spokojnie i bez większego wysiłku poradzę sobie w stabilnej sytuacji oraz, że otrzymam nagrodę na koniec. O tym, jak wyglądała praca już napisałam, żadnego dodatkowego wynagrodzenia nie otrzymałam do dziś i pewnie już nie otrzymam. Poza jedną osobą nikt mi za tę pracę nie podziękował. 

Największą moją pomyłką było to, że nie przewidziałam zmian i ich konsekwencji. Przyjęłam jednak, że jest to mój błąd, a poczucie odpowiedzialności za dział, zespół i pracowników sprawiło, że zostałam. Zgodnie z zasadą Kochaj albo rzuć, czyli zmień nastawienie lub pracę.

Mimo wszystko jestem z siebie dumna, ponieważ: 

  • przetrwałam, 
  • zdołałam ustrzec siebie i zespół przed poważnymi błędami, 
  • wzmocniłam pozycję działu,
  • rozbudowałam i utrzymałam dobry zespół. 

Zachęcam Cię jednak do skorzystania z moich doświadczeń i nie popełniania własnych błędów. A zatem:

  1. Podejmując się nowych obowiązków wnikliwie przeanalizuj możliwe scenariusze i wpływ na Twoją pracę. Nie bazuj całkowicie na wcześniejszych tego typu przypadkach – zapytaj inne osoby w firmie, przemyśl, daj sobie czas.
  2. Jeśli może się wydarzyć coś, co zwiększy ilość pracy lub znacznie ją utrudni, przyjmij, że się wydarzy. Optymizm jest dobry, ale nie w tym przypadku. Odczułam to na własnej skórze. Myśl jak realista, ale przewiduj też czarne scenariusze 😉
  3. Zastanów się, jakie zasoby zapewnić sobie na czas ewentualnego kryzysu i zadbaj o to, aby otrzymać obietnicę ich uzyskania, najlepiej pisemnie.
  4. Skalkuluj, jakie wynagrodzenie lub inne benefity zrekompensują Ci dodatkowy wysiłek i zapewne stres. Nie przesadzaj, zrób rzetelne rozeznanie, ale pamiętaj – nigdy nie dostaniesz więcej niż to, czego zażądasz. Pomoże Ci w tym wpis Sprawdź, ile powinno wynosić Twoje wynagrodzenie.W żadnym razie nie podpisuj podsuniętego Ci naprędce pod nos dokumentu. Dobrze się zastanów. Post factum trudno jest negocjować… 

II. Pozazawodowo 

W ubiegłym roku podjęłam się też realizacji dwóch ważnych i dużych projektów. Trochę przedłużyła się decyzja w tej sprawie, skutkiem czego kilka terminów nałożyło się na siebie. Nie obyło się też bez problemów i niespodzianek. Gdyby nie pomoc mojego męża (i nie tylko), nie poradziłabym sobie. 

Jednak i w tym obszarze mam powody do dumy, bo: 

  • oba projekty zostały zakończone prawie w terminie,
  • oba przedsięwzięcia działają zgodnie z planem. 

O ile w pracy zawodowej dobrze radzę sobie z delegowaniem obowiązków i odpowiedzialności, o tyle w życiu prywatnym ciągle mam z tym problem. Nie wiem jak Ty, ale ja mam niestety tendencję do myślenia, że nikt nie zrobi tego lepiej ode mnie, że nauczenie kogoś zajmie mi nieproporcjonalnie dużo czasu i jest zwyczajnie nieopłacalne. Doświadczenia ubiegłego roku zrewidowały moje podejście. Wprawdzie nie zbudowałam jeszcze docelowego zespołu, ale na moje szczęście ukształtował się on częściowo w związku z innymi planami mojego męża. Część prac zlecaliśmy też usługodawcom. 

Jednego dnia pracowaliśmy ramię w ramię w pięć osób od 9 rano przez 12 godzin! Efekt był zadziwiający. To jest siła zespołu. Jestem bardzo wdzięczna mężowi Marcinowi, Michałowi, Marcie i Nadii. Warto prosić o pomoc, warto z niej korzystać. Warto zapłacić za pewne usługi zyskując w ten sposób czas na inne działania. „Wypruwanie sobie żył” nie świadczy o bohaterstwie lecz złej organizacji. 

III. Zdrowotnie 

Zmęczenie, przepracowanie, stres, ciągłe napięcie, niewyspanie i brak wytchnienia zrobiły swoje. Przybyło mi kilka siwych włosów 😉 i przeszłam dwa kryzysy zdrowotne. Jak wyjaśnił mi lekarz, osiągnęłam granicę wytrzymałości mojego systemu nerwowego. Nie było to przyjemne, ale miało kilka pozytywów: 

  • uświadomiło mi, że nie jestem niezniszczalna,
  • zmusiło mnie do wyhamowania, 
  • pozwoliło zebrać siły i wyjść na prostą.

Wiele razy słyszałam od różnych osób „ty to napewno dasz radę”. I w to uwierzyłam… W zasadzie to pozytywne twierdzenie, bo oznacza, że jestem postrzegana jako osoba samodzielna, odważna, silna i niezależna. Mówiący „poradzisz sobie”, „kto jak nie ty” itp. mają zapewne dobre intencje. Jednak z drugiej strony, czy wypowiadając te słowa nie zwalniamy się z powinności troski, a w razie potrzeby udzielenia wsparcia? Skoro mam sobie poradzić, to nie powinnam liczyć na pomoc? 

Teraz inaczej postrzegam wskazówki męża, który radzi mi budować zespół i delegować zadania, bo wiem, że świadczy to o jego trosce o mnie, a nie – jak mi się wydawało – o braku wiary we mnie <3 

IV. Happy end

Chyba jednak jestem wyjątkowo odporną jednostką i co mnie nie zabije, to mnie wzmocni 😉 Ale nie mam już ochoty sprawdzać, gdzie są moje granice wytrzymałości.

Tak – dałam radę. Tak – nie zawaliłam niczego. Tak – zachowałam dobre zdrowie. 

Była to dla mnie bardzo trudna i ważna lekcja, którą będę długo pamiętać. 

Najważniejsze, czego się z niej nauczyłam: 

  • Licz na siebie, a jednocześnie buduj zespół i szukaj pomocy.
    Zacznij tworzyć zespół dużo wcześniej, kiedy masz na to czas, aby móc skorzystać z jego wsparcia w trudniejszych momentach.
  • Bądź optymistą, a jednocześnie przewiduj trudności i przygotuj się na nie.
    Zapewnij sobie rezerwy czasowe i budżetowe na wypadek ziszczenia się czarnego scenariusza.
  • Nie szczędź wysiłków w drodze do celu, a jednocześnie dbaj o Twoje zdrowie.
    Zapewnij sobie wystarczającą ilość snu i wody, regularne i zbilansowane posiłki, aktywność fizyczną.

Jakie są największe wyzwania,
z którymi zmagasz się w pracy i życiu prywatnym?
Podziel się proszę Twoimi refleksjami na ten temat w komentarzu.

Powiązane wpisy

Moje 10 lat w stolicy. Jak się przygotować do zmiany pracy i miejsca zamieszkania?

Właśnie minęło 10 lat (?!) od kiedy zaczęłam pracę w Warszawie. Zostawiałam moje pierwsze własne mieszkanie, rodzinę, przyjaciół, znajomych, ulubione miejsca... Na początku było mi bardzo ciężko i smutno, chociaż sama zmiana przebiegła bez problemów i większych niespodzianek - przynajmniej początkowo. Z tego wpisu dowiesz się, co i w jaki sposób sprawdziłam, jak zaplanowałam całe przedsięwzięcie i jak to można zrobić lepiej. Czytaj dalej >
0

Umowa o pracę a umowa zlecenia - najważniejsze różnice

Z tego wpisu dowiesz się, jakie są najważniejsze dla Ciebie różnice między umową o pracę a umową zlecenia. Jaki wpływ ma forma zatrudnienia na wynagrodzenie, okres wypowiedzenia, urlop, chorobowe, czas i miejsce pracy oraz emeryturę. Umowy zlecenia bywają określane jako „umowy śmieciowe”. Czy rzeczywiście zasługują na taką ocenę? Przyjrzyjmy się sprawie nieco dokładniej. Czytaj dalej >
0